Home » Zarządzanie wiedzą » Jakość krytyki naukowej

Jakość krytyki naukowej

Autor: Jan Fazlagić, © 2005-2009

Najbardziej wartościowe prace naukowe nie polegają na rozwiązywaniu łamigłówek tylko na proponowaniu nowych zasad gry. Zasady te są nie możliwe do oceny z punktu widzenia istniejących reguł i utartych schematów. Można nawet wysunąć dość odważne twierdzenie, że o (dobrej) jakości nowego dzieła decyduje negatywna ocena przyznana przez grono ekspertów „grających według starych zasad”. Nowe, oryginalne dzieło zmienia kryteria oceny kolejnych. Czy zdoła to zrobić zależy od opinii środowiska, a to z kolei od siły perswazji retorycznej i instytucjonalnej nowatora, prestiżu i często miejsca w hierarchii, jakie zajmuje. Gdyby wszystko w nauce następowało zgodnie z ideologią uczonych, każde nowe dzieło powodowałoby przesunięcia i przetasowania w hierarchii nauki. Tak się jednak (na szczęście) nie dzieje.

Krytyka naukowa to podpora, ale i dynamit podłożony pod system władzy w nauce. W Polsce system władzy jest silniejszy i podporządkowuje sobie krytykę. Często to nie ocena decyduje o pozycji człowieka, tylko pozycja o ocenie. Brak krytyki naukowej to skutek ogólnego zawieszenia broni albo lęku o celowanie w silniejszego (nawet doktorant może mieć silnego protektora, którego ostrze krytyki naukowej może urazić). Nie tylko hierarchia pogarsza jakość krytyki naukowej. Innym ważnym czynnikiem jest wielkość środowiska. W niektórych specjalistycznych dziedzinach liczba ekspertów nie przekracza kilku osób w skali kraju. Wyklucza to praktycznie możliwość rozwoju nowych dyscyplin wiedzy bez przychylności tej wąskiej grupy.

Jednym z tajemnic sukcesu nauki w Stanach Zjednoczonych jest wielkość tego środowiska. Skazanie na banicję w środowisku naukowym Bostonu nie zamyka kariery w nauce dla „niepokornego” w Kalifornii czy Teksasie. W Polsce, i ogóle w krajach Europejskich jest inaczej. Środowiska są niewielkie. Z czasem przynależność do środowiska zaczyna zniechęcać do patrzenia krytycznym okiem na poczynania współtowarzyszy.

W nauce istnieje moda i działa w niej również presja społeczna. Znany filozof, Sir Karl Popper, który nota bene sam opuścił w młodym wieku rodzinny Wiedeń by kontynuować prace za granicą wyraził obawę, że może nadejść dzień, w którym społeczność uczonych będzie się składać głównie lub wyłącznie z ludzi uznających bezkrytycznie panujący dogmat. Będą oni zawsze kierowani modami. Będą oni uznawali teorię, ponieważ jest ostatnim krzykiem mody i ponieważ boja się uchodzić za maruderów.  Nauka musi być poszukiwaniem prawdy. Nie ma czegoś takiego jak nie zinterpretowana teoria. Źródłem obiektywności nauki nie jest bezstronność umysłowa uczonych, lecz publiczny charakter współzawodnictwa. Podstawą obiektywności jest wzajemna racjonalna krytyka, krytyczne podejście, krytyczna tradycja. Zasada konsultacji jest zresztą stosowana w wielu dobrych przedsiębiorstwach.

Era industrialna odcisnęła swe piętno na wielu aspektach rozwoju cywilizacyjnego. „Ujęcie ilościowe stało się znamieniem współczesności, ze wszystkimi tego, dodatnimi i ujemnymi konsekwencjami. Dzisiaj dokonujemy pomiaru z niewiarygodną dla człowieka pierwszej połowy ubiegłego wieku dokładnością. Staramy się także mierzyć czynniki kiedyś uznawane za niemierzalne, takie jak zaufanie, efektywność czy też kapitał intelektualny organizacji” (Kozłowski, 2002).

Popper skompromitował wywód pewnego wybitnego uczonego, który powiedział, że „nauka to wyłącznie mierzenie i korelowanie wyników” proponując mu, aby wspólnie wystąpili o dotację na projekt, który polegałby na mierzeniu wymiarów książek w British Museum i korelowaniu ich z ich wagą. Projekt oczywiście spełniałby wszystkie wymogi rygorystycznych pomiarów, lecz byłby nieinteresujący. Pochodziłby od gromadzenia danych zamiast od problemu naukowego.

Stephen Hawking (kosmolog) powiedział:“ Już zrezygnowałem z rygorystycznych badań. Teraz najbardziej interesują mnie badania prawdziwe .” Tymczasem polscy naukowcy, często cierpiący na brak doświadczeń osobistych, polegający, co najwyżej na wynikach badań wtórnych (najczęściej amerykańskich) nie mogąc zrealizować się na polu konfrontacji własnych doświadczeń badawczych uciekają w świat definicji, teorii i typologii. Kompleks nauk społecznych przejawia się w Polskim środowisku naukowym przesadną wiarą w moc rozstrzygającą wszelkiego rodzaju definicji. Znajomość definicji jest często przedkładana przez znajomości zjawiska, które ta definicja próbuje opisać. Fetyszyzowanie znaczenia definicji w naukach społecznych prowadzi często do wykluczenia pewnych wartościowych prac badawczych z kręgu zainteresowań badawczych. Trudno przeciwstawić  zwolennikom dogmatyzmu w naukach społecznych cokolwiek innego niżę następujący cytat – wypowiedź wielkiego fizyka teoretycznego Richarda Feynmana. W jednej z autobiograficznych książek autor ten przytacza kilka uwag ojca na temat znajomości nazwy pewnego ptaka: „Możesz poznać nazwy tego ptaka we wszystkich językach świata, ale kiedy już się ich nauczysz, nie będziesz miał o nim bladego pojęcia. Będziesz tylko wiedział, że ludzie w tych różnych miejscach świata tak go nazywają. Więc popatrzmy sobie na ptaszka i zobaczmy, co robi, bo to się właśnie liczy” [1].

Trevor-Riopper (za: Popper, 1997) argumentuje, „że powinniśmy podtrzymać potok idei napływających ze wszystkich dopływów, a szczególnie [...] z dopływów dyletanckich”. W polskiej nauce ten potok jest skutecznie tamowany, ponieważ obowiązuje zasada, że intelektualna wartość wypowiedzi jest określana nie przez jej treść, lecz przez osobę autora tym bardziej przez posiadane przez niego tytuły naukowe (z tytułem doktora habilitowanego, który jest dolna cenzurą sankcjonująca wartość autora recenzji). Jak zauważają  A Sokal i J. Bricmont w matematyce i fizyce uczeni interesują się tym, co ktoś ma do powiedzenia, a nie jego dyplomami. Natomiast by móc wypowiadać się o rzeczywistości społecznej, trzeba mieć odpowiednią legitymację, zwłaszcza, jeśli głoszone poglądy odbiegają od standardowego sposobu myślenia. Ubogości intelektualna danej dziedziny często niesie ze sobą wzrost znaczenia dyplomów i tytułów. Tytułomania jest częstym zjawiskiem spotykanym wśród polskich naukowców. Brak osiągnięć naukowych jest kompensowany zdobywaniem kolejnych tytułów w strukturach zarządczych.

Bolączki polskiego systemu krytyki naukowej maja wiele przyczyn. Wśród nich należy wymienić:

  • Zbyt małą ilości okazji do udziału w konstruktywnej. „Roboczej” krytyce sprawia, że naukowcy traktują rzadkie w swej karierze momenty, w których mogą publicznie się wypowiedzieć jako okazje do samoprezentacji,
  • Przekonanie, że dotkliwa krytyka jest synonimem wnikliwej krytyki.
  • Brak obycia w świecie naukowym. Nowe pokolenia naukowców wyrastają w hermetycznie zamkniętych mikrostrukturach naukowych ograniczonych zasięgiem katedr lub wydziałuo.  Nikt w Polsce nie przywiązuje wagi do kształcenia nowych kadr naukowców sztuki krytyki naukowej.
  • Instrumentalne traktowanie krytyki jako narzędzia walki o zasoby a nie instytucji rozwoju nauki.
  • Zaniedbywanie empirii. Braki w umiejętności zbierania i przetwarzania danych empirycznych są często maskowane wywodami na temat wyższości subiektywnego poznania badacza nad suchymi danymi liczbowymi. Prawdą jest, ze nie można przekroczyć rzeki znając tylko jej średnia głębokość, lecz niektórzy badacze sprawiają wrażenie, jakby znajomość głębokości rzeki była zupełnie niepotrzebna do jej przekroczenia. Niektórzy autorzy sprawiają wrażenie, że dyskurs staje się „naukowy”, jeśli tylko wydaje się powierzchownie spójny, nawet, jeśli nigdy nie został poddany testom empirycznym
  • Nieumiejętność rozgraniczenia obiektu krytyki od osoby twórcy. W Polsce brakuje zaufania pomiędzy członkami społeczności naukowej. Słuszności danego twierdzenia należy oceniać na podstawie faktów i argumentów, które je wspierają, nie zwracając uwagi na cechy osobiste i status jego obrońców i przeciwników.
  • Celowo stosowana zasada, że „to, co jest zawiłe napewno jest głębokie”. Pustka i banalność ukrywana jest celowo za niejasną prozą. Niektórzy recenzenci czuja się wręcz zobligowani do wodolejstwa i mętniactwa argumentując, że rzeczywistość jest zbyt skomplikowana by opisywać ją językiem „zwykłych ludzi”.
  • Brak tradycji krytyki naukowej. Na uniwersytetach obowiązuje zasad izolacji badań naukowych, studenci nie są zachęcani do krytycznego myślenia. Niedopuszczalne jest prawie publicznie krytykowanie poglądów profesora w czasie wykładu.

Drogą do poprawy jakości polskiej krytyki naukowej jest zarówno dążenie do wdrażania konstruktywnych rozwiązań jak i eliminacja zjawisk patologicznych. Kodeksy dobrych obyczajów są niestety skonstruowane według zasady „politycznej poprawności”. Tymczasem potrzebne są bardziej skuteczne rozwiązania oparte na zakazach. Np. w Niemczach obowiązuje obecnie zakaz zatrudniania doktorów na stanowiskach w uniwersytetach, których są absolwentami. Rozwiązanie takie wymusza mobilność i zapewnia zastrzyk kadr z o odmiennych punktach widzenia. Inne z sugerowanych zakazów powinny dotyczyć.

Budowa gospodarki opartej na wiedzy w Polsce jest możliwa tylko przy silnym wsparciu ze strony nauki. Jakość krytyki naukowej jest z kolei filarem rozwoju nauki.

Na koniec warto zauważyć, że jakość krytyki naukowej może być radykalnie poprawiona, jeśli oceniana będzie sama krytyka. Niestety w większości przypadków krytyka naukowa w Polsce ma charakter jednoinstancyjny. Ktoś musi kontrolować także tych, którzy kontrolują. Co więcej kariera w nauce powinna być po części uzależniona jakością krytyki naukowej w wydaniu osoby, pragnącej awansować w strukturach nauki.

Literatura

  1. A. Fazlagić, In Search for the Tipping Point, RECORD Network Conference, Budapest 3.10.2002.
  2. Leading the Revolution, wywiad z Gary’m Hamelem, Strategy & Leadership, 1-2/2001.
  3. P.F.Drucker, Knowledge – Worker Productivity. The Biggest Challenge, California Management Review, Vol. 41, No. 2, Winter 1999..
  4. K. R. Popper, Mit Schematu Pojęciowego, Książka i Wiedza, Warszawa 1997.
  5. K.R. Popper, Logika odkrycia naukowego, PWN, Warszawa 1977.
  6. K. R. Popper, Wiedza obiektywna, PWN, Warszawa 1992.
  7. J. Kozowski, Liczba i pomiar we współczesnej cywilizacji, maszynopis, 13.09.2002.
  8. A. Sokal, J. Bricmont, Modne Bzdury, Prószyński i S-ka, Warszawa 2003.

Podziękowania: Składam wyrazy wdzięczności Panu Dr Janowi Kozłowskiemu (Ministerstwo Nauki i SzW.) za pomoc, inspiracje i konsultacje przy pisaniu tego artykułu.