Home » Zarządzanie wiedzą » Czy Polacy są anty-innowacyjni?

Czy Polacy są anty-innowacyjni?

Autor: Jan Fazlagić

  • Tradycja Słowiańska – Słowianie byli od wieków ludem mało innowacyjnym – uczyli się raczej od Celtów., Gotów, Wikingów. Byli zdolnymi uczniami, lecz ciągle imitatorami.
  • Dziedzictwo folwarczne – w Polsce po XV wieku wykształcił się system, który pod wieloma względami był identyczny z niewolnictwem w południowych Stanach Zjednoczonych,
  • Brak zaufania – najgorsze miejsce w rankingach.
  • Okres zaborów pokrywał się – niestety dla nas z rozkwitem gospodarki przemysłowej. Niektórzy zaborcy wspierali polską przedsiębiorczość (np. Rosjanie w Kaliszu, Łodzi, Warszawie) a inni ją celowo hamowali (Prusacy w Wielkopolsce),
  • Agresja w życiu codziennym (na drogach, w polityce, w szkole itp.)

To tylko niektóre z argumentów opartych na stanie przeszłym i teraźniejszym, które wspierają tezę, że jesteśmy narodem anty-innowacyjnym. Tak – anty, czyli wrogim innowacjom. Anty-innowacyjność to coś innego niż zwykły brak innowacyjności. Zdecydowana masa Amerykanów jest słabo wykształcona i bierna, lecz, gdy w ich otoczeniu pojawia się nowy pomysł/innowator – za jakichś względów życie takiego kogoś jest prostsze.

W Polsce problemem jest wszystko: brak drobnych w kasie supermarketu, źle wypełniony formularz w urzędzie, opryskliwa sekretarka w przychodni …

Jeszcze sto czy pięćdziesiąt lat sądzono, że dobrobyt państwa zależy w dużej mierze od jego zasobów naturalnych takich jak ziemia, surowce lub siła robocza, dzięki którym dany kraj zdobywa przewagę komparatywną nad innymi krajami o mniej korzystnym usytuowaniu. W gospodarce opartej na wiedzy przedsiębiorstwa mogą w tani i efektywny sposób pozyskiwać zasoby z dowolnego miejsca, co sprawia, że wartość tych zasobów maleje. Stopa życiowa rośnie tylko w tych państwach, w których organizacje zwiększają produktywność w dzięki poszukiwaniu nowych sposobów zdobywania przewagi na polu wiedzy, inwestycji oraz innowacyjności (M. Porter, 2003).

W polskich zasobach internetowych można odnaleźć mnóstwo stron poświęconych kwestiom innowacyjności. W portalu one wpisane hasła „innowacyjność” daje 24 tys. wskazań a „społeczeństwo innowacyjne” niemal 10 tys. (18 lipca 2006 r.) Pro-innowacyjne rozwiązania są modnym tematem konferencji i manifestów polityków. Prawie cała wiedza na temat tego, co to jest innowacyjność wywodzi się z analizy historii udanych przedsięwzięć (ang. success stories).

Ostatnimi czasy w Europie, i nie tylko, daje się zauważyć zwiększone zainteresowanie polityką innowacyjną i jej wpływem na wzrost gospodarczy, zarówno na poziomie Unii Europejskiej i krajów członkowskich, jak również regionów. W związku z powyższym, na wszystkich tych poziomach zostały zainicjowane działania prowadzące do zdefiniowania polityki innowacyjnej, a następnie jej realizacji poprzez bezpośrednie działania (Portal innowacji, www. http://www.pi.gov.pl)

„Innowacyjność” ma także swoją ciemną stronę. Na każdego innowatora, który odniósł sukces przypadają setki, jeśli nie tysiące tych, którym się nie powiodło. Nikt nie prowadzi statystyk takich porażek, bo i przyczyny ich są różne. Albert Einstein powiedział, że nie ma nic bardziej potężnego niż idea, której czas nadszedł. Lecz w pewnych uwarunkowaniach taki czas może nigdy nie nadejść. Te warunki można określić mianem tytułowego „społeczeństwa anty innowacyjnego”. Termin ten jest nieobecny w polskim internecie. Anty innowacyjność jest ze wszech miar nie poprawnym politycznie określeniem ale jak się wydaje niezbędnym dla zrozumienia istoty polskich problemów z wdrażaniem nowych technologii. Warto zauważyć, że powoli zyskuje na popularności innych podobny termin: „negatywny kapitał społeczny” (4 wskazania).

Skoro innowacyjności jest procesem spontanicznym warto zastanowić się, czy zamiast programów wspierania innowacji nie lepiej skoncentrować się na programach likwidacji barier dla innowacyjności. Praktyka życia społecznego dostarcza przecież przykładów działań, które są nakierowane nie na wspieranie (czegoś dobrego), lecz na walkę (z czymś złym). Sztandarowym przykładem są realizowane nie tylko w Polsce programy walki z korupcją, bądź walki ubóstwem (dlaczego nie „programy wspierania awansu ekonomicznego ludzi ubogich?).

Warto zastanowić się nad pytaniem czy „innowacyjność” przedstawić należy na skali jedno- czy dwubiegunowej. Jeśli tylko na jednobiegunowej to organizacje i regiony, w których brak jest innowacyjnego klimatu będą biernymi adapterami innowacji z zewnątrz.

Jak się wydaje skala dwubiegunowa lepiej opisuje istotę innowacyjności niż skala jednobiegunowa. Zachowania neutralne wobec innowacji są w istocie bardzo pożądane w sytuacji, gdy tak często i tak wiele złych dla przedsiębiorczości i innowacyjności zjawisk obserwuje się na świecie. Austria jest dobrym przykładem kraju, który nie ma reputacji szczególnie innowacyjnego. W Monarchii Habsburskiej za „innowacyjność” odpowiedzialni byli Czesi. Jeszcze nie tak dawno, w 1945 roku PKB na głowę mieszkańca był w Czechach wyższy niż w Austrii. Jednak drobne usprawnienia realizowane przez sektor MSP oraz przede wszystkim stabilny, pozbawiony zjawiska anty-innowacyjnych klimat gospodarczy sprawił, ze Austria jest jednym z najzamożniejszych krajów w Unii Europejskiej a Wiedeń jednym z najbogatszych regionów Unii (170% średniego PKB/mieszkańca w UE). Irak jest z kolei krajem, gdzie innowatorzy nie tylko nie mają warunków do pracy, ale są fizycznie prześladowani.

Są także kraje i regiony na świecie, gdzie innowacyjność jest niemal częścią kultury np. w Dolinie Krzemowej, w Holywood, w Singapurze i innych regionach Dalekiego Wschodu. Także Chińczycy rozumieją znaczenie innowacji importując najnowsze technologie, wysyłając swoich zdolnych obywateli na stypendia zagraniczne. Na świecie Chińskie produkty mają (na razie) niską reputację, ale pamiętajmy, ze jeszcze w drugiej połowie XIX wieku synonimem tandety były w Wielkiej Brytanii produkty niemieckie (stąd pogardliwe określenie „jerry-bulit”). Chińczycy być może eksportują tanie produkty, lecz importują wyłącznie najlepsze na świecie technologie. Jeśli jakaś firma zachodnia wygrywa przetarg w Chinach to prawdopodobnie jest najlepsza na świecie w swojej branży.

Mówiąc o innowacjach nie zapominajmy, że oprócz technologicznych równie ważne są organizacyjne. W czasie drugiej wojny światowej organizacja stad U-botów (tzw. rudel-taktik) pozwoliła osiągnąć spektakularne rezultaty niewielką liczbą okrętów. Tak samo na początku Bitwy o Anglię niemiecka taktyka myśliwska była lepsza od Angielkslkiej. Innowacje organizacyjne pozwalają niwelować przewagę technologiczną konkurencji.

Innowacje organizacyjne w skali makro można określić mianem „innowacji społecznych”. Dotyczą one całych społeczeństw a nie tylko konkretnych organizacji. Na początku XVI wieku taką wielką innowacją społeczną był protestantyzm. W Rzeszy Niemieckiej innowacja ta wywołała entuzjazm bądź wrogość. Także w Królestwie Polskim protestantyzm natrafił na podatny grunt, ale brakowało agresji takiej jak w czasach wojny trzydziestoletniej. Protestanci byli nad reprezentowani wśród elit gospodarczych i politycznych w Królestwie Polskim (np. Mikołaj rey). Protestantyzm stał się istotnym ruchem społecznym w miastach I Rzeczpospolitej pod koniec XVI wieku. np. w Poznaniu, który wówczas był drugim, co do zamożności i wielkości miastem królestwa „innowiercy: stanowili niemal 50% składu rady miejskiej przez kilkadziesiąt lat. Czasy kontrreformacji, palenie zborów protestanckich, wygnanie innowierców zbiegły się w czasie z upadkiem gospodarczy i stopniowym odstawaniem Polski od zachodu (uważa się, że w najlepszym okresie naszej Państwowości w czasach I Rzeczpospolitej PKB na głowę mieszkańca w Polsce odpowiadał około 60% średniej zachodniej). Podstawową zasadą państwa liberalno- demokratycznego jest konkurencja. Konkurencja ma nie tylko wyzwolić motywację do sprawnego działania, ale ma też umożliwić kontrolę nad działaniami instytucji publicznych przez zapewnienie przejrzystości mechanizmów decyzyjnych. Pierwszym krokiem do obniżenia innowacyjności społeczeństwa jest ograniczenie konkurencji i nie chodzi tutaj tylko o zwykłą konkurencję rynkową o jakiej pisał Adam Smith lecz także konkurencję społeczną. Na poziomie socjologiczno-antrpologicznym konkurencja to wszelkiego rodzaju „inni”, „obcy”. Jezuici w XVII wieku za „obcych” uważali Arian, Luteran, Kalwinów itd. Dzisiaj tłum na ulicy za obcych uznaje homoseksualistów, feministki itp. Stąd prosty wniosek do sformułowania kryteriów społeczeństwa anty-innowacyjnego.

Środki zaradcze – jak zmieniać anty-innowacyjne społeczeństwo?

Analiza rozwoju gospodarczego społeczeństw prowadzi do wniosków, że innowacyjność nie jest wynikiem narzuconych przez państwo bodźców. Przedsiębiorczość jest ważnym aspektem rozwoju gospodarczego, lecz w Polsce zbyt często myli się oba pojęcia. Polska szlachta była przedsiębiorcza eksportując drewno i zboże na olbrzymia skalę do Europy zachodniej, lecz była jednocześnie głęboko anty-innowacyjna.

Pierwszym środkiem zaradczym jest zwiększenie innowacji w edukację. Nie chodzi jednak wcale o „globalne”, lecz zadaniowe inwestycje. Dwa najważniejsze zadania dla Polski to:

  1. Opracowanie programów rozwoju uczniów uzdolnionych.
  2. Zwiększenie ilości i jakości zajęć dla uczniów szkół podstawowych ze szczególnym uwzględnieniem edukacji 6-latków, którzy w wielu krajach, (ale nie w Polsce) są objęci obowiązkiem szkolnym.

Drugim środkiem jest szeroko rozumiane otwarcie Polski na nowe nurty myślowe i kulturowe. Potrzebujemy większego napływu wykształconych cudzoziemców do Polski.

Czy można (a jeśli tak, to jak) mierzyć „anty innowacyjność” w Polsce?

Czy można stworzyć mierniki antyinnowacyjnosci. Z technicznego punktu widzenia jest to nawet łatwiejsze niż stworzenie mierników innowacyjności. Na przeszkodzie stoją jedynie względy:

  • Polityczne – żadna organizacja ani struktura nie będzie zainteresowana pomiarem swojej nieudolności,
  • Metodologiczne – nikt nie prowadzi statystyk związanych z tymi aspektami np. prowadzący rozmowy dużo częściej śledzą udane kariery osób przez siebie przyjętych, niż osiągnięcia osób odrzuconych.

Pomiar antyinnowacyjności to nic innego jak opercjonalizacja postulatu, że innowacyjność społeczeństwa należy przedstawiać w skali dwubiegunowej a nie jednobiegunowej tak jak to ma miejsce dotychczas. Skoro badamy szkodliwość środowiska naturalnego dla zdrowia człowieka, dlaczego nie można by badać szkodliwość społeczeństwa dla osób twórczych? Oczywiście mowa przede wszystkim o szkodliwości w sensie emocjonalnym i społecznym a nie fizycznym.

Miernikiem antyinnowacyjnosci jest na pewno liczba karier polskich twórców, którzy nie potrafili się „przebić” w Polsce lub stworzono im nie sprzyjający klimat dla rozwoju. Mowa tutaj zarówno o wybitnych twórcach takich Polański jak i setkach informatyków, inżynierów którzy pracują na rzecz wzrostu PKB w Kalifornii, Texasie, Londynie, Sztokholmie czy Dublinie. Gdyby przeprowadzono jakieś badania empiryczne w środowisku polskich „ludzi sukcesu” na temat utraconych dla Polski korzyści obraz sytuacji byłby z pewnością smutny.

Z zachowaniami antyinnowacyjnymi mamy do czynienia na kilku kluczowych płaszczyznach:

  1. W świecie nauki – szybka kariera młodego pracownika naukowego w zasadzie nie jest obecnie możliwa. Nierzadko przewody habilitacyjne młodych pracowników są opóźniane, ponieważ kandydat jest „zbyt młody”. W czasie wojny awanse na stopień generalski nie omijają 30-40 latków a przecież Polska prowadzi swego rodzaju geopolityczną i gospodarczą wojnę o swoją tożsamość na mapie świata.
  2. W biznesie – korupcja i nieufność wobec partnerów biznesowych są spowodowane czynnikami kulturowymi, lecz mogą je niwelować silne i kompetentne instytucje.
  3. W relacjach nieformalnych – rasizm, homofobia, wrogość bądź nieufność wobec przedstawicieli innych wyznań, brak akceptacji dla stylu ekscentrycznego stylu życia to typowi wrogowie ludzi innowacyjnych.

Inwestycje w kapitał strukturalny są znacznie mniej spektakularne i trudne do zrozumienia dla niewykształconego elektoratu.

  • Podniesienie poziomu czytelnictwa prasy
  • Zwiększenie wskaźników partycypacji w kulturze
  • Budowa alternatywnych ośrodków naukowych od podstaw (tak postąpiono w  latach 1960-tych w Wielkiej Brytanii. Np. w niewielkim mieście Brighton w hrabstwie Sussex istnieją obok siebie dwa duże Uniwersytety, jeden „stary” a drugi „młody”).Same ułatwienia dla rozwoju młodych naukowców, szybkie ścieżki kariery dla młodych naukowców w starych strukturach niewiele pomogą.

Prawdziwe inwestycje w naukę rozpoczynają się, gdy do kraju są sprowadzani światowej klasy eksperci. Innowacyjność, jeśli nie można jej pobudzić wewnętrznie może zostać importowana. Kiedyś w średniowieczu importowano do Polski fachowców. np. Holendrzy budowali kanały, nawadniali pola. Prawdopodobnie pierwszy udokumentowany przepływ wiedzy fachowej odbył się w czasie najazdu czeskiego po śmierci Bolesława Chrobrego. Wówczas to wywieziono polskich z fachowców Wielkopolski do Pragi.

Ludzie innowacyjni rzadko, kiedy bywają niezaradni. Polscy nowatorzy albo kierują swoją uwagę na działania przedsiębiorcze, ale niekoniecznie innowacyjne albo szukają lepszego miejsca na rozwój poza krajem. W Polsce mamy do czynienia z olbrzymią luka pomiędzy tym, co można by zrobić (według deklaracji poszczególnych osób) a tym, co jest robione. Luka ta wynika właśnie z opisywanych tutaj zjawisk, które ogólnie nazwano „społeczeństwem anty-innowacyjnym”. Tematyka nie została wyczerpana, ale być może da impuls do dalszych rozważań dla innych autorów.

Literatura:

  1. D. Landes, Kultura przesądza o wszystkim w: Kultura ma znaczenie, praca zb. pod red. L. E. Harrison, S. P. Huntington, Zysk i S-Ka,, Poznań 2003.
  2. Edward Nęcka, Psychologia Twórczości, GWP, Gdańsk 2003.